sobota, 31 lipca 2010

starość ...

Starość (wg. pewnej encyklopedii) to stan będący efektem starzenia się, ostatni okres życia u ludzi. Starość ma przede wszystkim wymiar biologiczny (fizjologiczny), lecz także poznawczy, emocjonalny i społeczny.
No to ja się łapę na ten emocjonalny aspekt. Weki zaczęłam robić i dziergam na szydełku.
Grube skarpety, ciepły szal tudzież czasem sweterek taki spokojny wieczór :)
i jeszcze fotela na biegunach mi brakuje ehhhh .... starość

czwartek, 29 lipca 2010

postanowienie postanowieniem a książka być musi

no i nie wytrzymałam całego lipca :(
kupiłam ale tylko jedną bo już nie miałam co czytać :)
ale od wypłaty do wypłaty wytrzymałam heh
więc teraz to jakby już nowy miesiąc :P

sobota, 24 lipca 2010

tydzień cały ...

Caluśki miniony tydzień był jakiś porąbany.
Nie pamiętam co robiłam w poniedziałek ale we wtorek latałam za prezentem dla chrześnicy, która 19 lipca skończyła roczek. Fakt późno się wzięłam za zakupy urodzinowe ale jej rodzice jeszcze są w trakcie meblowania ogromniastego nowego domu. Nie spodziewałam się w ogóle, że impreza urodzinowa odbędzie się w lipcu. We wtorek rano zadzwonił kuzyn:
- no nie mamy jeszcze wszystkich mebli ale ciotka przyjedź w sobotę do nas
- a może poczekam aż się umeblujecie i wykończycie ?
- nie nie, przyjedź w sobotę
No więc za chwilę się zbieram i jadę. Nie będę już tu opisywać jak cholernie drogie są zabawki dla takich maluszków. Bele co, które wydaje dźwięki a cena wielka jak kosmos.

W środę byłam z laskami z pracy w Genezie na pysznej wiśni w piwie i równie pysznych pierogach ruskich. Posiedziałyśmy trochę i pogadałyśmy sobie o pierdołach. Wyszłyśmy przed 20:00.

Czwartek to już ogólna bieganina. Odebrałam okularki - hmmmm cudo :), pobiegłam do fryzjerki mojej i jeszcze do znajomej wróciłam ok. 22:00 do domu i padłam.
O okularkach troszkę. Oczywiście jak weszłam do optyka pan pogroził mi paluszkiem i powiedział:
- noooo, nie zostawiła Pani numeru telefonu a tu oczka nie do końca gotowe.
- yyy, eeee, hmmm ale jak to ?
- no szkła mamy ale musieliśmy je wygiąć przed założeniem szkieł bo Pani ma te osie na stałe i później wszystko by się poprzekręcało.
- no tak, zapomniałam o tym. ( że też człowiek musi mieć jakieś cholerne osie w oczach)
- musi Pani poczekać ale najpierw proszę przymierzyć oprawki i sprawdzić czy tak mogą być (oczywiście że były dobrze wygięte heh) a za jakieś 45 minut będą do odbioru.
No i faktycznie były. Założyłam i wylazłam na pełne słońce. Super. Już mnie tak nie razi. Wlazłam w tych okularach do windy ( bo zmieniać mi się nie chciało na te normalne) i wylazłam na swoim piętrze (taką miałam z resztą nadzieję, że to moje pięterko) wychodzę i widzę, że na wprost windy inny kolor drzwi mają. Ciemno było mi w oczach i zaczęłam szukać wizytówek heh. Uff to jednak dobre piętro. Okazało się jednak, że sąsiadka wymieniała drzwi. A w zasadzie założyła drugie. Ponoć tamte są tak rozwalone, że trzeba nimi trzasnąć mocno żeby się zmknęły. Hmmmm ale tym sposobem i z jej nawykami teraz trzaska drzwiami dwoma. Masakra jakaś.

No i nastał ten nieszczęsny piątek, o którym nawet myśleć mi się nie chce :(

piątek, 23 lipca 2010

... :(

miało lać się wino, miałyśmy kąpać się w ciepłych źródłach, miało być fajnie ...
... ale jak to w moim świecie bywa jak jest za fajnie to jest źle ...
- przykro mi - powiedziała Pani blondyna- ale ze względu na brak zainteresowanych wycieczka, która miała się odbyć od 12 sierpnia jest odwołana - i strzeliła uśmiech typu sorry
zawsze takie rzeczy przytrafiają się mnie :(

W odpowiedzi na to zajadam czekoladkę z ryżem i oglądam kolejny dołujący film na mojej liście "One week" (jeden z moich ulubionych zresztą).
Film o samotnej podróży, rozmyślaniach nad życiem i śmierci. "Jesteśmy tym czym jesteśmy"
A zaczyna się tak:
" Co byś zrobił gdybyś dowiedział się, że został Ci jeden dzień, tydzień miesiąc życia ? "
Ale i tak najbardziej podoba mi się zakończenie:
- dla tych co nie oglądali dalsze czytanie surowo zabronione-
" Co byś zrobił, gdybyś wiedział,że został ci dzień...
tydzień...
miesiąc życia.
Której łodzi życia byś się uchwycił?
Który z sekretów byś wyjawił?
Na jaki koncert byś poszedł?
Komu wyznałbyś swoja miłość?
Jakie marzenie byś spełnił?
W jakie egzotyczne miejsce poleciałbyś napić się kawy?
Jaką książkę byś napisał?
TYLKO TYDZIEŃ
Trzeba szukać, szukać, szukać,bez względu na to, co znajdziemy "

poniedziałek, 19 lipca 2010

dzień dobrej wiadomości ...

No to się udało :)
Jedziemy z "ciotką Dorotką" na wycieczkę do Budapesztu :)
Znaczy się musimy jeszcze iść i ją wykupić ale dziś została podjęta ta ważna decyzja.
- Czyli dwunastego jest ten wyjazd tak ?? - zapytała ciotka Dorotka
- tak - potwierdziłam
- no to super - powiedziała spokojnie - będzie fajnie :)
- czyli jedziesz ? suuuuper !! będzie fajnie. Będziemy piły winko w Egerze i korzystały z termalnego kąpieliska. Super :)

sobota, 17 lipca 2010

film ulubiony ...

[...] Dawniej ludzie wierzyli, że jak ktoś umrze, kruk zabiera jego duszę do krainy zmarłych. Czasem jednak dzieje się coś złego i dusza nie może zaznać spokoju. Bywa, że kruk przynosi te duszę z powrotem aby naprawiła zło [...].
Tak zaczyna się jeden z moich ulubionych filmów. Zawsze na nim ryczę jak małe dziecko. I dziś nie omieszkałam się pobeczeć po raz kolejny. Miłość i zemsta.
Wielką ochotę miałam na ten film. Nie wiem czemu akurat dziś. Szukałam pół dnia ale znalazłam i włączyłam. Ehhhh.

" Jeśli nawet ktoś kogo kochamy umrze, będzie żył dalej póki nie przestaniemy go kochać. Domy płoną, ludzie umierają ale prawdziwa miłość jest wieczna"

piątek, 16 lipca 2010

upalne lato ...

Nie przywykłam do takich temperatur. + 29 st. C o godzinie 11:00 rano w cieniu to jakaś masakra.
Iście afrykańskie słońce utrudnia mi codzienne funkcjonowanie. Jadąc rano tramwajką do pracy przy + 21 stopniach już obmyślam, co zrobię jak wrócę do domu (zazwyczaj obiecuję sobie, że pójdę się drzemnąć tak choć na 30 minut) . Ale łapę się na tym, że im bardziej jestem wycieńczona tym więcej w domu później pracuję.
Dziś na przykład jak wróciłam z zakupami (w rękach dwóch bo na cały weekend się zaopatrzyłam) to nadawałam się tylko pod prysznic. Razem z ubraniami musiałabym tam wleźć :) a tymczasem był prysznic, pranie się właśnie skończyło robić i sałatka się zrobiła moimi rękami.
Ale mimo wszystko NIE LUBIĘ upałów. + 25 stopni to idealna temperatura jak dla mnie a nie +36.

Wczoraj wracałam z pracy moim ulubionym tramwajem i obiecałam sobie, obiecałam i słowa dotrzymam (kolejne lipcowe postanowienie), że już nigdy, przenigdy w lato po południu do tego środka lokomocji nie wsiądę. Ja nie wiem już jacy ludzie wybierają tramwaj. Nie wiem, nigdy w życiu nie czułam takiego smrodu w autobusie. I to już nawet nie śmierdzi pot, choć ten smrodek też się gdzieś tam przewija przez nozdrza, ale wczoraj śmierdziało sikami. Normalnie jakby ktoś lał pod siebie.
Czy ludzie sikają w upał po nogach? Bo to że się nie myją wiem dobrze gdyż moja głowa jest zazwyczaj na wysokości pach męskich a czasem i nawet kobiecych, ale żeby sikać ??
Nie jestem ideałem, też się pocę ( w takiej temperaturze to normalne jest) i wydzielam zapaszek ale ludzie święci ... pralkę po coś wymyślono

czwartek, 15 lipca 2010

lipiec miesiącem postanowień ...

Postanowiłam sobie, że w lipcu i może uda się postanowienie owo przenieść na sierpień, nie zakupie ani jednej książki ...
ani strony nic choćby nie wiem co się działo ...
póki co jest 15 i jakoś się trzymam ... pożyczam hihihi

Postanowiłam też, że zainwestuję w ochronę przeciwsłoneczną oczek moich biednych. Czemu akurat teraz? Bo to słońce, które świeci i do tej pory nie przeszkadzało w tym roku zbiera żniwo i mroczki widzę czasem (ale nie te z telewizji) takie plamki kolorowe :)
W związku z moją wadą wzroku i astygmatyzmem moim postanowiłam, że szkła muszą być porządne ale oprawki już nie koniecznie.
Wlazłam do mojego ulubionego optyka i zajęłam się wybieraniem oprawek. Pan optyk pomagał mi w tym.
- No może Pani sobie wybierze oprawki typowo pod okulary słoneczne. Tylko muszą być płaskie gdyż tych szkieł korekcyjnych nie da się wygiąć.
- ok, to niech mi Pan pokaże, które mogę pooglądać.
- a no te (i pokazał jakieś taki hmmm dziwne i małe, wąskie paski na oczy a nie oprawki a ja zawsze marzyłam o takich dużych okularkach jakie noszą gwiazdy filmowe heh)
- nie, nie, ... może w takim razie poszukamy w zwykłych oprawkach?
- no to może te ... i pan optyk wyciągnął oprawki wąskie (znowu)
- ale wolałabym ...
- tak ... duże, no to może te ?
A mnie się aż oczki uśmiechnęły duuuuże, czarne dość płaskie śliczne, ale ...
no właśnie "ale" okazało się w zasadzie bliźniacze. Po pierwsze policzki moje są tak pulchne, że te duże okularki nie pasują bo nie mają nosków i leżą na policzkach a nie na nosie a drugie ale to cena :(
szybka kalkulacja w głowie wskazała, że są droższe od szkieł ooo nie, co to to nie.
- to ja może sobie sama pooglądam tu jakieś takie oprawki?
- dobrze - powiedział optyk i pootwierał mi wszystkie witryny i szuflady :)

W końcu (po pół godzinie) wynalazłam oprawki cena superowa (niecałe pięćdziesiąt złociszy) kolor ładny śliwkowy tudzież delikatnie fioletowy na brzegach z czarnym dodatkiem czyli jak chciałam pasujący do szkieł grafitowych :) ale nie były proste. Rogi skierowane były do skroni bardziej. Jakby się uśmiechały do mnie.
- a nie ma Pan takich prostych ? No bo jakby miał pan takie proste byłoby idealnie :)
- nie, nie ma ale da się je na gorąco troszkę wyprostować na nosku tylko minimalnie żeby nos Pani się zmieścił.
- super to oprawki z głowy :) biorę je :) (co się nie zmieści, zmieści się bo mały i śliczny jest )

Co do szkieł zostało ustalone już wcześniej, że będą grafitowe i koniec kropka. A tu pan optyk zadaje pytanie mi:
- z antyrefleksem czy bez ?
- eee, yyy, hmmm, znaczy? tak jak do komputerka?
- tak, dokładnie, dzięki takiej powłoce, mimo że szkła już przeciwsłoneczne to jeszcze lepiej w nich widać, pokazałbym Pani jak to wygląda ale ... (i tu pan poodsuwał kolejne szuflady szuflady, do których składają zamówienia) ... wyszły. No ktoś już musiał je odebrać.
- no dobra niech będzie jak lepiej widać niech będzie - nie ma co na szkłach oszczędzać pomyślałam i zaczęło się bolesne kartkowanie folderu ...
- minusy, cylindry od ...do ... hmm oś hmmm - i tak Pan optyk sobie mamrotał a ja wyginałam oprawki w dół i zachwycałam się kolorem aż ... aż oprawki wystrzeliły mi z ręki ... wprost na katalog. Na szczęście nic im się nie stało. Pan optyk za to odłożył je za kase czyli dał mi do zrozumienia, że już koniec zabawy i liczył dalej.
- niestety soczewki będą droższe bo cylindry duże ( o mało nie zemdlałam)
- ile ? - pytam - o ile droższe ?
- hmmm, no hmmm tu pisze, że o 10 zł na jednej
- jeju ale mnie Pan wystraszył myślałam, że o jakąś stówkę.
- nie nie :) tylko w sumie dwie dyszki :)
- oki, no to niech będzie. Kiedy odbiór ?
- hmmm, pięć dni roboczych ... eee, hmmm ...
- środa ?
- no niech będzie środa ale może Pani zostawi swój nr telefonu to zadzwonimy ?
- nie trzeba jestem tu w centrum co dzień to przyjdę a jak nie będę to zadzwonię.
- ale może jednak da Pani ten numer ??
- nie trzeba :)
- może przyjdą wcześnie to moglibyśmy zadzwonić ?
- będę w środę :) do widzenia - i wyszłam
A może trzeba było mu zostawić ten numer ? może na coś mu potrzebny był ??
Teraz siedzę i myślę czy aby na pewno oprawki da się zgiąć. Bo jak nie będę wyglądała jak kobieta z lat 60'.