środa, 21 maja 2008

lubię...

Lubię:
- widok tęczy
- zapach powietrze po deszczu
- zapach dusznego sierpniowego popołudnia
- swojego siersciucha bardzo nawet lubię
- wczesne poranki
- kawę
- kaczeńce ...

sobota, 17 maja 2008

wczoraj

wczorajszy dzień był intensywny w wydarzenia ....
Najpierw z samego wczesnego ranka Mysza udała się na wyznaczoną wizytę u doktora S (to już druga z kolei i na pewno nie ostatnia niestety szczepić się trzeba)
i jak to było do przewidzenia znowu ścieła się z pacjentem hmmm (nerwy puszczają aż za często...)
szanowny pacjent a raczej pacjentka była zła, że starsza pani (tak po 80 była na pewno) podeszła do okienka bez kolejki piszczała za plecami -eM-, że tak nie wolno i wogóle a osoby, które stoją przed nią nie reagują więc ona nic nie moze zrobić
na co -eM- nie wytrzymała i powiedziała pani z kolejki żeby może tej starszej pani za to głowe urwała za to, że ta podeszła...


Pani z kolejki napuszyła się poważnie wydęła policzki i tak została do czasu kiedy to podeszła następna do okienka obok też bez kolejki ehhhh wtedy to się zaczęła jazda między pacjentami z kolejki i tych podchodzących ale tego Mysza już nie słyszała bo podskakując na schodach udała się do pana dr S na 2 piętro przyczółku :)


Mysza dostała długo oczekiwaną szczepionkę (dawka nr 1 z 3) i przykrą wiadomość, niestety za każdym razem musi zjawiać się u dr S ehhhh jeszcze tylko 2 razy


wieczorem za to Mysza zjawiła się w punkcie zbiorczym na spotkaniu tzw. klasowym
co prawda ilość uczniów była niewspółmierna do listy z dziennika ale i tak było fajnie...
bo przecież z niektórymi -eM- nie widziała się 15 lat ...
było dużo wspomnień i opowieści, kilka zdjęć ktoś przyniósł, jeszcze więcej zrobiono ....
i był też jeden rodzynek płci odmiennej ... trzeba jednak sprostować, że klasa -eM- była mieszana w ilości mniej więcej pół na pół ...
co do reszty kolegów, którzy to z różnych powodów się nie zjawili to Mysza nie będzie komentowała
niech żałują...


bo było tak....

piątek, 9 maja 2008

wizyta u doktora S...

Mysza musi zaszczepić się przeciwko żółtaczce ...
z tego właśnie powodu została zmuszona do odwiedzenie lekarza rodzinnego celem uzyskania recepty
należy tu wspomnieć, że -eM- nie lubi chodzić do lekarzy z powodu starszych złośliwych dziadków i babć, którym to się wydaje, że są najważniejsi na świecie i najbardziej chorzy ze wszystkich
"sznureczek" do lekarzy ustawia się przed przychodnią już od przed 6 rano dlatego też Mysza dzielnie krocząc o 6 udała się pod wcześniej wspomnianą placówkę medyczną
jakież było jej zdziwienie gdy na miejscu okazalo się, że przed wejściem już czeka z 50 osób ustawionych w kilku grupkach...
podeszła wiec w okolice schodów i tak stała i czekała na otwarcie drzwi dla pacjentów
po pewnej chwili starsza kobieta pyta:
- a pani to do jakiego doktora
Mysza odpowiedziala , że do dr S i czy to już tu kolejki się tworzą?
- no oczywiście -powiedziałą pani z niezadowoleniem - musi pani podejśc tam, tam są rodzinni dodała, że gdy ktoś jest tu często to dobrze wie co i jak (-eM- niezbyt często chodzi do lekarzy dlatego nie wie "co i jak") w związku z czym spokojnie podeszła i stoi na końcu grupki
- niech się pani zapyta kto jest ostatni
- a to też już ustalone??
- no oczywiście oburzyła się jakaś pani...

jakiś starszy pan odwrócił się i powiedział, że to on jest ostatni a Mysza przytaknęła i stanęła w grupce do rodzinnych za panem w granatowej kurtce...

chwilę później znowu ktoś podszedł i równie zdezorientowany wdał się w dyskusję z panią od grup, podgrup i kolejek...
gdy większość pacjentów zaczęła psioczyć, że "niebywalcy" nic nie wiedzą Mysza nie wytrzymała i powiedziała (w stronę pani gadającej oczywiście):
- tak na przyszłość możnaby było trzymać kartkę jaka grupa jakie okienko albo zrobić znaki farbą na betonie wtedy ci co nie bywają często będą wiedzieć bez pytania gdzie mają sie ustawić
szanowna "bywalczyni" tylko wydęła wargi i odwróciła się tyłem do -eM-

ale to nie wszystko oooo nie, byłoby za lekko...
gdy Mysza podeszła pod gabinet dr S i zapytała grzecznie kto ostatni zaczęły się gadki typu:
- a pani z czym?
- po recepte?
- a na jo mam ... wie pani ehhh ... straszne ehhh
a gdy do gabinetu wszedł pacjent, który przyszedł skontrolować wyniki po przebytym zapaleniu płuc ojjj wtedy się zaczęło
po 10 minutach jedna z pacjentek zaczęła hmkać czemu tak długo, jeju jeju co on tam robi, nie powinien bo inni czekają ... ble ble ble i milion pięćset stwierdzeń Myszy niezrozumiałych...

później z Mysza została odesłana na badania krwi no i jak się spodziewała pielęgniarka zrobiła jej wielkiego bolącego siniaka :(
takie życie pomyślała Mysza i udała się do pracy

najgorsze jest to, że Mysza musi jeszcze raz udać się do dr S z wynikami badań i ma nadzieje po szczepionkę, których musi wziąść 3 więc sie nachodzi za całe życie ....

ps. pozdrowienia dla wszystkich, którzy mają siłę biegać po doktorach .....